Wykonanie

Wiosna już w pełni, stragany uginają się od nowalijek, łatwiej więc teraz o zmianę naszego menu na lżejsze (a wakacyjne
plany i przegląd
mody plażowej również zdecydowanie niektórych z nas bardziej teraz wiosną motywują ;)).Od dłuższego już czasu coraz większy rozgłos zdobywa pewne zielone smoothie autorstwa Kimberly Snyder (wspominałam o niej à propos tego pysznego sosu z
orzeszków piniowych – klik, po raz kolejny dzękuję więc Wiktorii, za podzielenie się ze mną tym ‚odkryciem’…) na temat którego peany głoszą również liczne gwiazdy Hollywood. Koktajl ten zowie się ‘promiennym’ (‚ glowing green smoothie’, wybaczcie moje wolne tłumaczenie…), gdyż zapewnia nam sporą dawkę witamin i mikroelementów, oczyszcza nasz organizm z toksyn i odkwasza, a przy okazji pomaga w walce z nadprogramowymi kilogramami. Na dodatek – smakuje lepiej niż można by to sobie wyobrazić (i zdecydowanie lepiej smakuje niż wygląda na poniższym zdjęciu ;)).Podstawą koktajlu są zielone warzywa :
szpinak,
sałata rzymska, łodyga
selera i / lub
ogórek (opcjonalnie również
natka pietruszki lub świeżej
kolendry), do których dodajemy
jabłko i
cytrynę ; jeśli chcemy otrzymać bardziej pożywny koktajl – dodajemy również
banana, a jeśli potrzebujemy nieco więcej naturalnej
słodyczy –
gruszkę (ja pomijam). Tak jak w przypadku
soków, które przygotowuję w wyciskarce (
pisałam o nich np. tutaj – klik), najczęściej dodaję tu również trochę świeżego
imbiru, który lekko wyostrza smak koktajlu, a przy okazji pobudza nasz system trawienny i wspomaga system odpornościowy (podobno obniża również poziom
cukru oraz cholesterolu).W przypadku tego typu koktajli czy
soków bardziej niż zwykle ważne jest, by używać (w miarę możliwości rzecz jasna…) ekologicznych
warzyw i owoców. Oczywiście biorąc pod uwagę samo zanieczyszczenie powietrza, gleby i wód nic w dzisiejszych czasach nie może chyba być tak naprawdę w 100% ekologiczne, ale jeśli możemy ‘wrzucić’ w siebie trochę mniej chemii niż zazwyczaj, to zdecydowanie warto (poza tym, skoro pestycydy zostały stworzone po to, by niszczyć pewne żywe organizmy, to ich nadmierna ilość w pożywieniu z pewnością i dla naszego organizmu nie jest przecież obojętna…).Szczegóły dotyczące receptury (i jej kilku wariantów) już poniżej, a pod przepisem o diecie* słów kilka…* Edycja : Przy okazji dopiszę / sprostuję, iż używając słowa ‚dieta’ absolutnie nie mam na myśli wszelakich diet odchudzających, a ogólny styl odżywiania (zresztą słowo to, wywodzące się z greki, oznaczało również zdaje się szerzej pojmowany styl życia / niejako filozofię życiową, a nie tylko samo odżywianie się, czy też współczesne restrykcje żywieniowe…).

(proporcje nieco zmodyfikowane; oryginał również tutaj – klik)1 szklanka
wody (filtrowanej lub źródlanej)1,5 – 2 szklanki posiekanego
szpinaku1 – 1,5 szklanki posiekanej
sałaty rzymskiejok. ½ szklanki posiekanej
łodygi selera (lub w sezonie –
ogórek)½ dużego
banana (lub 1 mały)1
jabłko (podzielone na mniejsze części, pozbawione gniazd nasiennych)1 mała
gruszka (jak wyżej) – można pominąć
sok z cytryny, do smaku (lub ok. ½
cytryny, obranej i pozbawionej pestek)opcjonalnie – mały pęczek
natki pietruszki /
kolendry; kostki
lodu (jeśli chcemy otrzymać mocno orzeźwiający koktajl)(u mnie również dodatkowo odrobina świeżo startego
imbiru)Do blendera wlewamy
wodę, dodajemy wszystkie zielone składniki, miksujemy; po chwili dodajemy
jabłko i
gruszkę, ponownie miksujemy. Na koniec dodajemy
banana i
sok z cytryny (u mnie również ewentualnie starty
imbir) i miksujemy do otrzymania odpowiedniej konsystencji.Powyższa receptura jest dosyć ogólną bazą koktajlu i nawet w poszczególnych książkach Kimberly* proporcje składników nieco się różnią, warto więc dostosować rodzaj i ilość produktów nie tylko do naszych kubków
smakowych, ale i do zawartości naszej lodówki. U mnie jest zazwyczaj zdecydowanie mniej
szpinaku, a więcej
sałaty i np.
rukoli (tak jak w przypadku koktajlu z
mango – klik), za niedługo idealnym dodatkiem będzie też
ogórek . Dodaję też więcej
soku z cytryny niż w oryginale (u Kimberly to ok. 1 łyżka, u mnie minimum ½
cytryny) i – jak wspominałam – często również odrobinę
imbiru (u autorki pojawia się również dodatek
stewii, ja jednak nie dosładzam już tego typu koktajli).Jak
pisałam wyżej – z tych samych składników składników (pomijając
banana) możemy przygotować sok w wyciskarce, zamiast zmiksowanego koktajlu (ja przygotowuję je najczęściej na zmianę).* Kimberly Snyder – ‘ The Beauty Detox Solution’ (2011)- ‘ The Beauty Detox Food’ (2013)* * *Dietę, którą promuje Kimberly Snyder nazwałabym ‘zdroworozsądkową’ . Jest to wypadkowa kilku znanych w dietetyce zasad, które tym razem zebrano w logiczną całość. Znajdziemy tu np. elementy Kuchni Pięciu Przemian, diety Montignaca czy tzw. diety rozdzielnej / rozlącznej.Poniżej przykładowy dekalog przyjaznej naszemu organizmowi diety :1. Spożywajmy więcej produktów zasadowych, a mniej kwasowych (najlepszy jest stosunek 80% – 20%), w tym więcej
surowych warzyw i
owoców.2. Spożywajmy więcej produktów roślinnych (w tym
białka roślinnego), a nieco mniej odzwierzęcych.3. Jedzmy
owoce między posiłkami (albo najpóźniej 30-45 minut przed posiłkiem, albo ok. 3 godziny po posiłku) by uniknąć problemów trawiennych (wyjątkiem jest tutaj
jabłko).4. Zaczynajmy posiłek od najlżejszego dania (najlepiej zasadowego) i kończmy na tym mniej lekkostrawnym i bardziej kwasowym (czyli – jak wspominałam wyżej – po raz kolejny wygrywa zdrowy rozsądek…).5. Starajmy się nie łączyć w tym samym posiłku
białka z węglowodanami (dieta rozdzielna).6. Starajmy się nie łączyć w tym samym posiłku dwóch różnych typów
białka (np.
jajko +
wędlina).7. Unikajmy produktów o wysokim indeksie glikemicznym (IG – ważny element diety Montignaca, co naście lat temu wraz z dietą rozłączną całkowicie odmieniło moje problemy wagowo-dietowe).8. Unikajmy
cukru, produktów rafinowanych, wysoko przetworzonych.9. Spożywajmy więcej
kasz,
warzyw strączkowych,
orzechów, więcej zdrowych tłusczy (lecz nie w nadmiarze).10. Spożywajmy mniej
mleka i jego
przetworów (z perspektywy aktualnych kilku lat alergii i wykluczeniu z mojej diety ‘krowizny’ stwierdzam, że to naprawdę działa i pomaga w pozbyciu się wielu dolegliwości… ).To w zasadzie główne elementy zdrowego odżywiania do którego zachęca Kimberly Snyder; w jej książkach (oraz na jej blogu) znajdziecie oczywiście o wiele więcej szczegółów dotyczących danych produktów oraz ich wpływu na nasze zdrowie, na nasz organizm, samopoczucie, na wygląd naszej skóry. Warto podkreślić, iż nie chodzi tu o kolejną dietę-cud, dzięki której zrzucicie w ekspresowym tempie X nadprogramowych kilogramów (które zresztą równie szybko
wrócą na dawne miejsce w niedługim czasie po zakończeniu diety…), a jedynie o to, by trochę bardziej zadbać o nasz organizm. Porzućcie więc katorżnicze diety, nie starajcie się chudnąć w ekspresowym tempie, zapomnijcie o liczeniu kalorii; nie wierzcie, że
awokado,
banany czy
orzechy tuczą – to są zdrowe kalorie i zdrowe tłuszcze, których nasz organizm bardzo potrzebuje, i to z pewnością nie z ich powodu nie mieścimy się wiosną w nasze ulubione ubrania ;)(przy okazji polecam Wam świetny wpis Małgosi na temat diety-cud – klik oraz liczenia kalorii właśnie, podpisuję się pod każdym Jej słowem :))Oczywiście powyższe dywagacje na temat zdrowego odżywiania (o którym regularnie wspominam na blogu) oraz powyższe ‘ 10 przykazań ’ nie oznaczają, że trzeba już na zawsze zapomnieć o pewnych naszych ulubionych daniach – wszak nie od dziś wiadomo, iż ważnym czynnikiem naszej diety jest również przyjemność jaką czerpiemy z jedzenia. Warto jednak zmodyfikować choć część naszych nawyków żywieniowych, by zadbać o to co najcenniejsze – wszak już Kochanowski we ‘Fraszkach’ nas instruował! Oby nie na próżno ;)‚Pozdrawiam serdecznie (i mam cichą nadzieję, że wytrwaliście do końca dzisiejszego wpisu…? ;))‚