Wykonanie
Auć jak zasypało! ciemniej w domu, bo czapa śniegu na dachu zakryła świetliki. Kominek trzaska, szufle do odśnieżania aż furczą na podjeździe. Może chociaż
droga będzie przejezdna? Może jakiś Pan Od Pługa przejedzie i nas odgarnie
spod tej zimy? Zmarznięte śniegowe bałwanki zaraz wejdą do domu, a tu pachnie, pachnie cudnie - karmelowym
cukrem,
śmietaną i
mlekiem,
konfiturą wiśniową. Zaparzę dzbanek zimowej
herbaty z
goździkami i czerwoną
pomarańczą, zaraz wszyscy siądą na kanapie przy kominku, a ja podam ... leguminę, nawet w
trzech wersjach!

Macie wspomnienia muzyczne z dzieciństwa - myślę o takich piosenkach, których słuchały mamy i babcie? Żałuję ogromnie, iż zaginęły gdzieś stare płyty, które były u babci, a razem z nimi wiekowy walizkowy adapter. Była tam płyta Kasi Sobczyk i przy jej piosence ' O mnie się nie martw ' nogi same rwały się do tańca - już za chwilę ostatki - tańczycie?Legumina to jedno ze słów-wspomnień z dzieciństwa. Leguminę podawała moja babcia, czytałam o niej w książce o Mary Poppins i kilku innych najwcześniejszych książkach, których nie dało sie czytac na pusty żołądek.Legumina to nie jest konkretne danie, to takie pojemne słowo jak angielski "
pudding". Leguminą nazwiemy słodki deser z
jajkami,
mąką lub
kaszką, czy suchym
chlebem. W dawnych książkach kucharskich jest w jednym dziale z budyniami. Adam Gessler w "Smakach na 52 tygodnie" proponuje leguminę na siódmy tydzień roku. Pisze, że zapomniał zupełnie o leguminie i recepturę podpowiedział mu jeden z jego gości, dawny dyrektor Teatru Współczesnego profesor Erwin Axer. Jego właśnie przepis podaje autor w swojej książce (chociaż na zdjęciu znów ciut oszukuje, gdyż widnieje na nim legumina orzechowa, którą serwuje w swojej restauracji).Przymierzając się do tematu "legumina" szukałam smaku, który pamiętam z kuchni babcinej. Zrobiłam zatem trzy leguminy - z
razowego chleba (z książki "Praktyczna Kuchnia Domowa" z roku 1937), leguminę z grysiku wg prof Axera (przepis z książki Adama Gesslera) oraz leguminę karmelową, która najbardziej smakiem przypomina mi babciną kuchnię. Tę zresztą robi się najciekawiej, chociaż jest najmniej efektowna.

Legumina z grysiku wg prod Axera (za A.Gessler)250g grysiku pszennego (
kasza manna) zalewamy 500ml zimnego
mleka i odstawiamy na bok. 5
żółtek ucieramy do białości z 5 łyżkami
cukru. Następnie mieszamy je razem z
kaszką. W końcu dodajemy trochę
cytrynowej skórki i pianę z pozostałych
białek. Wkładamy to do rondelka wysmarowanego
masłem, wysypanego wewnątrz
bułką (u mnie tortownica 21cm) i wstawiamy do gorącego pieca (200°C) na pół godziny. Po wyjęciu polewamy
sokiem z
malin. Ale to już przy
stole.Ta wersja jest smaczna i bardzo przypomina
biszkopt. Spód nie dopiekł się niestety, ale wierzch pokroiłam na plastry, przełożyłam domową
konfiturą z
malin i podałam z
malinową śmietaną kremówką (
śmietana ubita z łyżką
syropu malinowego).

Legumina z
chleba razowego (za "Praktyczna Kuchnia Domowa" z r 1937)Ususzony
chleb razowy utłuc i przesiać. 5
żółtek utrzeć do białości z 5 łyżkami
cukru, wsypać szklankę przygotowanego przedtem
chleba (150g), kawałek tłuczonego
cynamonu i 2
goździki, wlac łyżkę sklarowanego
masła, wymieszać z ubitą pianą, włożyć w rondel wysmarowany
masłem i wysypany
bułką i upiec w niezbyt gorącym piecu. Podać przestudzoną i oblaną kwaśną
bitą śmietana z
cukrem.To już znacznie ciekawsza wersja - piekłam ją w ramekinach. Wierzch posypałam siekanymi
orzechami laskowymi. 50g kremówki i 50g kwaśnej
śmietany 18% ubiłam razem, pod koniec dodając 2 łyżeczki
cukru pudru. Do tego domowe
konfitury wiśniowe i deser był świetny, a przy okazji kolejny sposób na zagospodarowanie suszonego razowca.

Babcina legumina karmelowaSzklaną misę wysmarowałam
masłem i obsypałam grubo
cukrem demerara.5
żółtek utarłam na puch ze100g
cukru trzcinowego i1 łyżeczką ekstraktu
wanilii. Dodałam200g
kaszy manny i dokładnie wymieszałam. Delikatnie wmieszałampianę ubitą z 5
białek oraz50g posiekanej
czekolady deserowej.Całość przełożyłam do przygotowanej misy i wstawiłam do pieca nagrzanego do 180°C. Piekłam ok 20 minut - ciasto pięknie urosło i lekko zrumieniło się na wierzchu. A teraz, sposobem babci zrobiłam rewolucję - wylałam na wierzch 400g
mleka i ... całość koncertowo opadła, ale tak właśnie ma być :)Piekłam jeszcze ok 20 minut sprawdzając, czy już całe
mleko wsiąkło i nie wycieka po przechyleniu misy. Gdy masa wydawała się już lekko podeschnięta, obsypałam wierzch
cukrem trzcinowym i opaliłam palnikiem, by
cukier się skarmelizował. Tak już można podawać leguminę na stół, jeszcze gorącą.Jeśli chcesz ją wyjąć na półmisek, odsuń lekko nożem brzegi ciasta od misy, nakryj talerzem i przewróć do góry dnem. Wierzch posyp
cukrem demerara i opal jeszcze troszkę palnikiem, całkiem jak crème brûlée.Podawaj jeszcze ciepłą z łyżkami do wykrawania porcji. Można podać też z
bitą śmietaną lub kulka
lodów waniliowych. Powiadam wam - ta legumina, chociaż na to nie wygląda jest wyśmienita! Wyśmienita na ciepło - słodkie, wilgotne wnętrze z płynącymi kawałkami
czekolady, cudownie karmelowa skorupka ze wszystkich stron i tak fajnie 'rodzinnie' się ją zjada po prostu odrywając kawałki łyżką. Ale możesz ją też przygotować w indywidualnych ramekinach i podać jeszcze ciepłą, z kulką
lodów na wierzchu. N a proszonym podwieczorku goście w zachwycie przyznają, że legumina to bardzo wykwintny deser :)