Wykonanie
Nowe bistro na
mapie Krakowa. Negatyw na Mostowej. Niedługo, bo od
trzech miesięcy zaprasza w swoje skromne
progi. Piszę skromne, bo zdecydowanie brakuje mu dopieszczenia: kwiatów na ogródku, który położony od ulicy Bonifraterskiej jest zaciszny i bardzo przyjemny ale nie kojący i sprzyjający jedzeniu. Brakuje klimatu, nie ma niczego charakterystycznego chociaż wnętrze ma potencjał. Brakuje przytulności, wejście do lokalu z klatki bloku niestety nie sprzyja a echo odbijające się od piwnicznych ścian i mało klimatyczne oświetlenie powoduje, że miejsce jest bez duszy.Za to jedzenie i obsługa są po prostu genialne. Dawno nie
jadłam tak fajnie przygotowanych dań. Można w nich odnaleźć dobrą jakość i pasję! Dlatego zapomnijcie o wyglądzie miejsca, dając szansę managerom na ogarnięcie go, w końcu to tylko trzy miesiące!! Skupcie się na romansie z kucharzem, bo to on tutaj gra pierwsze skrzypce.

Dwa męskie podniebienia, ja i cała karta przed nami. Uzbrojeni w widelce, wymęczyliśmy obsługującego nas Pana Łukasza, który z humorem i niezwykłą cierpliwością odpowiadał na pytania. Czy pierogi robią sami? Sami. A
makaron. Sami. A czy
ryba jest z supermarketu? Nie, z podkrakowskiej hodowli. A polędwica? - też z ubojni z pod Krakowa.No dobrze, dobrze pomarudziliśmy nad kartą i złożyliśmy zamówienie: Krewetkowa panna cotta (12 zł) podana na sałacie z
migdałami i
sosem malinowym.
Dziwne ale dobre. Nigdy wcześniej nie
jadłam. Spodobała mi się kreatywność w kuchni. Lekko słone, aksamitne, przełamane sosem z
malin.Krem z
brokułów z
łososiem (8 zł) był najlepszym jaki
jadłam w ostatnim czasie. Nie tylko dlatego, że pływały w nim kawałki
łososia ale przede wszystkim krem miał wędzony posmak. Pierogi ruskie (12 zł) zniknęły szybko. Świetne ciasto i zasmażka ale porcja mała - narzekali Panowie.
Polędwiczki wieprzowe z
imbirem i
sosem malinowym (32 zł) były najlepszym daniem tego zamówienia. Pół krwiste, miękkie, rozpływające się w ustach i całkiem pokaźne. Zadowoliły wszystkie trzy buzie. Mój
pstrąg w płomieniach pod
wiśniową pierzynką (28 zł) niestety nie stał w płomieniach jak się spodziewałam, a szkoda, co nie wpłynęło bynajmniej na jego smak. Skórka była chrupiąca a on sam tłuściutki i
maślany.Pesto z
suszonych pomidorów z
bazylia i
oliwkami ( 18 zł) zadowoliło męską część stołu ze względu na dużą porcję. Mnie, ze względu na smak, duże kawałki
pomidorów i fajny
makaron. I chociaż miałam okrutną ochotę na Tiramisu, to jednak świeżo zrobione musiało swoje ostać - na pewno na nie
wrócę. Zastąpiłam je Panna Cottą z musem
malinowym (12 zł) - fajnie podana bo w wysokiej szklance, to
Panie Kucharzu zabrakło tam Pana ręki, tak samo jak
wanilii, odrobiny więcej
cukru i ciut mniej
żelatyny.Negatywnie o Negatywie nie można powiedzieć. Można narzekać na brak duszy, przytulności ale nie na jedzenie. Kibicuje temu miejscu, bo jest smaczne a jego największym atutem jest Szef kuchni.
